4 komentarze

  1. Justyna

    O jak mi było potrzeba przeczytać takie słowa! Trafiłam na Pani bloga, zaglądając gościnnie z grupy Odkryj w sobie Ducha na facebooku, zobaczyłam tekst i zostałam. Mam podobne odczucia – wierzący znajomi albo pocieszają mnie, że „jeszcze kogoś znajdziesz”, albo wyciągają na msze dla singli. A co, jeśli mi jest dobrze w tej chwili tak, jak jest? Omówiłam to z Jezusem, przemyślałam i nie gonię za związkiem. Zamiast tego staram się być pożytecznym człowiekiem i budować relację z Bogiem. Ale wciąż spotykam kogoś, kto wytyka to singielstwo albo jako egoizm, albo pewien brak.

    Dziękuję za ten tekst!

    • Generalnie trudny temat, ile trzeba się przez lata nasłuchać, że coś trzeba, że kogoś trzeba, że dwójkami do nieba, itp. Cieszę się, że są ludzie, którzy odczuwają podobnie, jak ja 🙂
      Cieszę się, że byłyśmy razem na Odkryj w sobie Ducha i dzięki, że Pani tu zajrzała. Pozdrawiam.

  2. Ann

    Skąd ja to znam, jakbyś mi czytała w myślach ;). Też czasem czuję się jak osoba z marginesu. Ale czy każdy musi znaleźć swoją parę? Są wśród nas tacy, którzy nawet nie myślą o szukaniu kogokolwiek i nie wynika to z egoizmu. Są ludzie aseksualni, aromantyczni i według różnych badań stanowią kilka procent społeczeństwa. Jestem jedną z nich, co stawia mnie jeszcze bardziej na marginesie jako „tęczową zarazę”. Czy zawiodłam Boga? Czasem mam wrażenie, że tak, ale nie ja wybrałam bycie „a”. Czy komuś o tym mówię? Wśród osób bardziej wierzących wie o tym tylko jedna i jest to mój spowiednik, któremu nie muszę za każdym razem tłumaczyć, kim jestem. Poza tym gdybym zdecydowała się na „coming out” wśród wierzących znajomych, stałabym się trędowata. Ateiści przyjęli ze zrozumieniem i nie skreślili. W Kościele najtrudniejsze jest dla mnie zakładanie masek i udawanie kogoś innego, niż jestem. Przyzwyczaiłam się, ale niestety często robię tak również wobec Pana Boga…

    • Katarzyna Kucharczyk

      Ann, każde „ujawnienie” jest trudne, bo przyznajesz, że odstajesz od normy, cokolwiek ona znaczy, a inności ludzie po prostu się boją.
      Zakładanie maski wobec Boga nie ma sensu. On przecież wie wszystko, stworzył każdego z nas, zna nas lepiej niż my sami. Zakładanie maski to problem nie tylko w relacjach wobec innych ludzi, ale także w samoświadomości. Jest takim zakładaniem, przynajmniej ja tak to odczuwam, mogę się mylić, uciekanie od prawdy o nas samych, próba jakiegoś samousprawiedliwienia.
      „Tęczowa zaraza” stało się stygmatyzujące, jak „moherowe berety”, tylko w drugą stronę. Nie akceptuję żadnego z nich. Łatwo jest komuś przykleić etykietkę i cześć. Zresztą po przeczytaniu tego bloga, ktoś może wrzucić mnie do moherów, zresztą niech wrzuca, gdzie chce. I co z tego? Nic, bo nie zna mnie. A co do „sparowania”, może kiedyś nastąpi, może nie, zawsze będzie dobrze.
      Pozdrawiam K.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.